piątek, 26 czerwca 2015

Lash princess - only not really...

Dziś kolejna recenzja, tym razem mniej pochlebna. 

Informacje ze strony essence:
„siostra księżniczki! nowy nabytek w rodzinie maskar lashprincess. specjalny stożkowy kształt szczoteczki zapewnia uzyskanie efektu wydłużenia i dramatycznego pogrubienia – tzw. efekt sztucznych rzęs. i podobnie, jak jej siostra, ubrana jest w stylową balową suknię, tym razem jednak z akcentami mięty. princess(ence) deluxe! ”
Swoją drogą sama strona bardziej odstrasza niż informuje o czymkolwiek. Dużo krzykliwych kolorów, minimum treści. 

Produkt jest dla mnie całkowitą porażką. Szczoteczka ma króciutkie włoski, które praktycznie wcale nie rozdzielają rzęs w trakcie nakładania. Mascara na rzęsach tworzy zbitą czarną masę, nakłada się w o wiele zbyt dużych ilościach, tworzą się gródki a rzęsy zlepiają się ze sobą. Konsystencja wydaje się być w porządku, nie za rzadka, nie za gęsta. Myślę, że wina leży tutaj po stronie szczoteczki.
Strona internetowa podaje cenę 13,99 złotych. Nie jest to cena zbyt wysoka za tusz do rzęs ale jak dla mnie i tak zbyt wysoka za taki bubel.

Opakowanie – jedyna zaleta całego produktu. Silikonowe części na nakrętce to według mnie świetny pomysł, bo nie zliczę nawet ile razy mi się rączka innych tuszów wyślizgnęła z między palców. Całość prezentuje się bardzo ładnie i zdecydowanie przyciąga do kupna.

Nie wiem czy to tylko mój egzemplarz taki feralny, czy coś poszło nie tak na produkcji. Ja z pewnością nie pójdę kupić drugiego tuszu żeby się przekonać. Produkt kompletnie bezużyteczny według mnie.

2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Niestety, zapowiadał się pięknie, a to tylko takie zwodnicze opakowanie.

      Usuń